TOP 10 roz-czarowań i za-czarowań, czyli „Co-dziennik” – Lucyna Klimczak


Dzień dobry... i słoneczny! Jak się dzisiaj czujecie?
Postanowiłam trochę usystematyzować swoją pracę z tym blogiem. Postaram się nie wstawiać postów codziennie (choć niesamowicie mnie korci!), tylko co drugi dzień. Ponadto chciałabym zamiennie wstawiać recenzję – post „okołoksiążkowy”. Jestem ciekawa czy macie coś przeciwko temu, aby od czasu do czasu pojawił się wpis bezpośrednio nie związany z książkami? Dajcie znać!


Niedawno rynek opanowały książki takie jak „Zniszcz ten dziennik”, „To nie książka”, „Książka bez sensu”, „Nie jedz tej książki” i tym podobne. Owszem, kupiłam kilka publikacji z tej serii, jednak były one składane w ramach prezentu młodszej siostrzyczce. Dziś przychodzę do Was z podobną propozycją, którą postanowiłam zostawić dla użytku własnego. Dlaczego? Bo jej potrzebuję

Ostatnio zdarzają mi się gorsze dni. Dni pozbawione emocji, pełne odrętwienia. Mieszają się one razem z dniami nazbyt emocjonalnymi, gdzie te uczucia biorą górę, nawet nad zdrowym rozsądkiem. W tym momencie chciałam postawić na coś, co odciągnie moje myśli od tych wszystkich negatywów. 

„Co-dziennik” to zbiór przeróżnych zadań, które nie tylko rozwijają wyobraźnię, ale i uczą. Te zadania nie polegają na niszczeniu go, o nie. Wydaje się, że jest to publikacja skierowana już do nieco starszych użytkowników, którzy wciąż czują w sobie dziecko

Zadania te można sobie dawkować tak, jak zostało to przykazane książce – każdego dnia jeden wpis. Można również nadrabiać bądź odrzucić na moment, ochłonąć i wrócić po czasie. 


Do tego dziennika w każdej chwili możesz wrócić. Możesz z refleksją przeglądać kolejne kartki, przypominając sobie dane sytuacje. Może za kilka lat będziesz chciał sprawdzić, jakie wartości miały dla Ciebie znaczenie w tym jednym, konkretnym roku? 

Chcesz zrobić podsumowanie całego roku? Co najlepiej Ci w tym pomoże – jeśli nie notatki, które robiłeś każdego dnia, opisując zarówno siebie jak i swoje otoczenie?

Czy wiesz ile jest zabawy w definiowaniu szczęścia? Możesz w ten sposób docenić najdrobniejszy szczegół, każdą rosę na listku, każdy promień słońca, który otula Twoją twarz. Podaruj sobie uśmiech, chociaż jeden.


Słowo stanowi podstawę. Podstawę komunikacji, podstawę wszystkie, co nas otacza. Słowem możesz zranić, możesz również uszczęśliwić. A czym ono jest dla Ciebie?

Poczuj się jak dziecko! Uwolnij swoją wyobraźnię i przenieś ją na kartki tego oto dziennika, poznaj otaczający Cię świat, zdefiniuj siebie i określ swoje cele. 

Wypisz miejsca, w których udało Ci się znaleźć miłość. W domu? W pracy? A może w książce? Ja ostatnio znalazłam miłość w autobusie. Starsza Pani i Pan, a między nimi cudowna więź. 

Mój ulubiony moment. Obraź się na siebie o coś. Zrób sobie awanturę. Okej, ale co potem? Potem się przeproś. I zacznij żyć ze sobą w zgodzie. 


Myślę, że każdy z nas doświadczył kiedyś smutku. Takiego dojmującego, pod wpływem którego załamał się głos i pojawiły się mroczki przed oczami. Mówi się, że każdy ma swój własny koniec świata. A czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda taki smutek? Z czego się składa? Co byłoby Twoim końcem świata?

Ile razy chcesz żyć i po co? Wypisz, a później staraj się zrobić to za pierwszym razem, przy pierwszym życiu. Niestety drugiej szansy możesz już nie mieć.


To książka przydatna. Nie tylko bawi, ale i wzrusza. Czasami coś wypomni, czasami zmusi do głębszych przemyśleń, ale i oczyści umysł z toksyn. Rysunki znajdujące się na poszczególnych stronach sprawiają, że to co robisz – robisz z przyjemnością. A teraz pozostawię Cię z pewnym pytaniem, które postawiła na okładce autorka...
Gdybyś mógł mieć wszystko, czego byś naprawdę chciał?



Za egzemplarz i możliwość rozwoju dziękuję:
Panu Marcinowi z Empemedia
Autorce – Lucynie Klimczak
Wydawnictwu Helion – Księgarni Sensus

Udostępnij ten post

31 komentarzy :

  1. Przekonałas mnie. Chce kupic. Mam podobny problem z ktorym sie zmierzasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie spróbuj! :) Ciekawy sposób na "czarne myśli" :)

      Usuń
  2. Ciekawe, chyba też się skuszę :) Dzięki za inspirację!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcę, chcę, chcę, chcę <3 o matko, co za cudeńko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to wiem, że chcesz! Wiem, że lubisz takie publikacje :D

      Usuń
  4. Mnie nigdy nie kusiły tego typu książki, ale w sumie - co zaszkodzi spróbować? :-) Zazdroszczę Ci energii przy pisaniu postów, ja kiedyś pisałam po 13 miesięcznie i było to wyczerpujące, zwłaszcza jeśli pisze się o książkach, bo trzeba przeczytać książkę i opisać ją:-) teraz publikuję ok. 8 wpisów na miesiąc, w tym około połowa jest okołoksiążkowych lub nie związanych z nimi wcale:-):-) Na początku myślałam, ze czytelnicy odejdą, ale ich przybywa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto nie próbuje - nie zyskuje, prawda? :)
      Oj tak, ale ja obecnie mam dużo wolnego :) Zwłaszcza w pracy. Po co mam siedzieć bezczynnie 8 godzin? :) Jak niedługo będzie sezon w pracy, to pewnie w ogóle nie będę mogła czytać. Więc teraz nadrabiam :)
      Widzisz, masz wiernych czytelników! :)

      Usuń
  5. Proponowano mi tę publikację do recenzji, ale to jednak zupełnie nie moja bajka. Natomiast fajnie, że są osoby, do których ona trafia i może nawet okazuje się pomocna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również tak myślałam. Ogólnie nie lubię takich publikacji. :)
      Ale naprawdę potrzebowałam takiej przyjemnej odskoczni, która pomoże mi zmienić tor myśli na nieco... ciekawszy :) A ta książka była idealna - nie z tych, które trzeba niszczyć, ani z tych, które nic nie wnoszą :)

      Usuń
  6. Kilka arzy próbowałam parcować z tego typu publikacjami i... nie bardzo mi to pasuje. Chyba to jednak nie dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie publikacje na pewno nie trafią do wszystkich - to zrozumiałe :) Może coś innego :)

      Usuń
  7. Gdy byłam młodsza to uwielbiałam takie pozycje :) Teraz już mniej i pewnie nie korzystałabym z takiego cuda :) Jednak mam Chrześnicę, która była zachwycona pozycją "Zniszcz ten dziennik", więc przyda się może dla Niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile lat ma chrześnica? Moja siostra to już taka pannica i skoro buzują jej hormony, to kupiłam jej "Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym)" - do tej pory mi dziękuje! :) Taka przydatna. :)

      Usuń
  8. Takie książki pozwalają człowiekowi uporządkować myśli, zastanowić się na wszystkim, wyeliminować negatywne emocje, poczuć te pozytywne. Niezła to rzecz ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Posty pisane codziennie?! WOW! Mnie ciężko czasami napisać jeden w tygodniu. :D
    Czuję jakiś opór przed zakupem takich publikacji. Może wynika to z obawy, że nie wykorzystam ich potencjału i wydam niepotrzebnie pieniędze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oleńko, ale ja mam dużo wolnego ostatnio w pracy, dlatego :) A Ty masz Lili i pewnie mnóstwo obowiązków! :)
      W biedronkach często są takie publikacje za 5,10 zł, zawsze można spróbować :)

      Usuń
  11. Dla mnie książki typu "zniszcz mnie" są kompletnie niezrozumiałe. Co-dziennik wydaje się mieć w sobie potencjał, którego nie mieli poprzednicy. Chętnie zapoznam się z nim bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja wiem, że po prostu tego typu ksiażka leżałaby u mnie i... tyle. Nie ruszyłabym jej pewnie i odkładała na później :) Niemniej, sama idea tej konkretnej pozycji wydaje mi się ciekawsza od sławnego dziennika do niszczenia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Och, fajne to to. Taki dziennik może stanowić również formę inspiracji. A najlepsze jest to, że za rok czy dwa mamy możliwość zainspirować samych siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zastanawiałam się nad tą książką, ale... nei mogę przełamać się do pisania po książce. Nawet ołówkiem. Dlatego w moim przypadku by się nie sprawdziła.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie przekonują mnie tego typu publikacje, omijam je szerokim łukiem. Owszem, często i gęsto zdarza mi się bazgrać po książkach, ale głównie w tych, które emocjonalnie mną wstrząsają. A takie specjalne wydania, tylko po to, by je niszczyć? Taka sztuka dla sztuki? Raczej nie...

    OdpowiedzUsuń
  16. W życiu mamy tyle na ile stacza nam odwagi.
    A co- dziennik to nie książka, tylko narzędzie do odnalezienia prawdziwego ja, podróży w głąb siebie i pozostawienia śladu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam takie książki, cieszę się nimi jak dziecko :) Po tą pewnie też sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

Z książką do łóżka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka