„Szklany miecz” – Victoria Aveyard


Tytuł: Szklany miecz
Tytuł oryginalny: Glass Sword
Cykl: Czerwona Królowa (tom 2)
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Autor: Victoria Aveyard
Wydawnictwo: Otwarte, Moondrive
Data premiery: 17 lutego 2016
Ilość stron: 560
ISBN: 978-83-7515-378-1






Wojna zawsze zbiera żniwo wśród niewinnych cywili. W tej powieści odczujemy to wyjątkowo tragicznie.

Mare wraz z kompanami uciekają przed Mavenem. Tym razem będą po drodze szukać wszystkich osób z wyjątkowej listy Juliana. Hasło „każdy może zdradzić każdego jest nadal jak najbardziej aktualne. Jak wyjść zwycięsko z wojny, gdzie wszyscy na siebie polują, a oparcie możesz znaleźć jedynie w sobie samej?

„Napastnik podnosi mnie bez najmniejszego wysiłku, a ja prostuję palce u nóg i staram się ustać na ich koniuszkach, żeby się nie udusić. Próbuję krzyczeć, ale na próżno. Przeszywa mnie lodowate ostrze paniki, otwieram szeroko oczy i rozglądam się rozpaczliwie na boki, usiłując znaleźć wyjście z tej sytuacji.”
„Szklany miecz” nie wywarł na mnie tak dobrego wrażenia jak pierwsza część tej serii. Przyczyniła się do tego nie tyle historia, co sam sposób w jaki została ona opowiedziana. Opisy górowały nad dialogami, przez co spowalniały akcję. Wlokła się ona niemiłosiernie, przynudzała i odbierała radość z lektury.

Dziewuszka od błyskawicy wydoroślała, stała się dziewczyną od błyskawic. Jej umysł dojrzał, strategie wojenne zaczęły nabierać właściwego kształtu. Już nie jest naiwną, bezbronną kobietą, która znalazła się w niewłaściwym miejscu. Dziś jest przywódcą, który nawołuje do walki. Chęć sprawiedliwości i zemsty skutecznie wprowadziły ją w stan apatii. Najważniejszy stał się dla niej cel, idea, dla której jest w stanie wszystko poświęcić. W tym tomie nie ma miejsca na sentymenty, uczucia czy wspomnienia, liczy się Nowa Krew – mutanci. Ci z czerwonej krwi zrodzeni, posiadający umiejętności srebrnych. Niekiedy główna bohaterka denerwowała mnie swoim egoizmem, ale uświadomiłam sobie, że jest on tak rozbudowany na potrzeby całej historii, w której odgrywa ważną rolę

Nie tylko słowotok w opisach zniechęcał do siebie. Również bohaterowie wydają się być zbyt przerysowani, nieautentyczni. Jedynie Mare stara się wprowadzić w akcję trochę prawdziwości. Myślę, że jest to kwestia narracji. Poznajemy jedynie jej myśli, odkrywamy jej emocje i plany. Nie mamy wglądu do umysłu pozostałych charakterów, przez co trudniej wczuć nam się w ich role, zrozumieć.

Na uwagę zasługuje więcej akcji, choć jak wspominałam wyżej – trudno o jej dynamiczność. Mimo wszystko uważam, że dzieje się więcej. Mamy spiski, mamy zdrady, mamy starannie maskowane uczucia. Mamy przebiegłość i mamy nieprawidłowe okazywanie emocji. A przede wszystkim, to mamy nowatorstwo, które przewija się przez kartki non stop.

W poprzedniej części chwaliłam wyobraźnię autorki, jeśli chodzi pomysłowość w opisach tego specyficznego świata. Dziś chciałabym ją pochwalić w kwestii wymyślnych umiejętności, tak różnych od siebie i tak magicznych, zachwycających i czasami nawet przerażających. W końcu nazwanie tak wielu Nowych, czy ich nienaturalnych umiejętności, to nie lada sztuka.

Choć ten tytuł nie rozkochał mnie w sobie, a wręcz przeciwnie – skutecznie odpychał, to mimo wszystko nadal z niecierpliwością czekam na zakończenie serii. Mam nadzieję, że „Królewska klatka” powali mnie na kolana, nadrobi to co straciła część druga, a nawet odda z nawiązką. Liczę, że talent i niezwykły kunszt literacki autorki sprawią, że cykl poszybuje w górę i na nowo pokaże, że zasługuje na najlepszą serię fantasy dla młodzieży  bo do tej pory miał na to spore szanse, przynajmniej u mnie. 



Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie Wydawnictwu Otwarte!

Udostępnij ten post

12 komentarzy :

  1. Właśnie...kontynuacja pod względem technicznym wypada lepiej. Jest bardziej składna, niż tom pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowatorstwo, to ostatnie określenie, które przychodzi mi do głowy w kontekście tej książki i poprzedniej. I własnie postać Mare wydaje mi się najmniej autentyczna - jej egoizm, nawet egocentryzm, bo myślę, że to dobre określenie, doprowadzał mnie do szału i sprawiał, że wydawała mi się naprawdę beznadziejnym przywódcą. Cala uważam za o wiele lepiej skonstruowanego, ale też bez przesady... W ogóle seria jest straszna i od dawna zastanawiam się, skąd tyle pozytywnych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że stąd, iż każdy ma swój gust. To, że jakaś książka nie przypadła do gustu określonej grupie, to wcale nie oznacza, że nie znajdzie ona swoich odbiorców. ;)

      Usuń
  3. Jak na razie przeczytałam tylko Czerwoną Królową i jakoś ciężko zabrać mi się za kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeszcze nie czytałam nawet pierwszego tomu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm, wolałabym jednak więcej dialogów, ale cóż :D Ja kiedyś się za to wezmę... Kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam zupełnie o tej serii ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta przygoda czytelnicza jeszcze przede mną, może w wakacje uda mi się nadrobić zaległości. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie nie są to moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej w tej serii intryguje mnie jej szata graficzna. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo podobał mi się ten tom! W ogóle mam ostatnio jakoś taką tendencję, że drugie tomy serii wydają mi się być najlepsze :D

    OdpowiedzUsuń
  11. "Szklany miecz" to faktycznie nieco inna powieść niż tom 1, ale Victoria Aveyard ma zaskakujący dar tworzenia takich historii, że trudno się od nich oderwać. :) My także czekamy na trzecią część i mamy nadzieję, że to właśnie ona potwierdzi, że ten cykl to jeden z najlepszych cykli fantasy dla młodzieży.

    OdpowiedzUsuń

Z książką do łóżka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka