„Wszystkie pory uczuć. Jesień” – Magdalena Majcher



Tytuł: Wszystkie pory uczuć. Jesień
Seria: Wszystkie pory uczuć
Autor: Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal
Data premiery: wrzesień 2017
Ilość stron: 384
ISBN: 978-83-810-3042-7

Uwielbiam książki, w których przyroda jest tak pięknie i magicznie opisana, że aż sama zaczynam kochać znienawidzoną przeze mnie porę roku.

Jesień to czas zadumy nad ulotnością życia; czas tęsknoty za latem, za ciepłymi i długimi dniami, za wakacyjną miłości. To okres spadających, kolorowych liście, ale także pory deszczowej, zwiastującej nadchodzące mrozy. W te niezwykle melancholijne wieczory powinno się zakopać w kocu z sympatyczną, otulającą ciepłem książką. I takim idealnym typem jest najnowsza książka Magdaleny Majcher.
„Pamięć to nieoceniony dar, dzięki któremu człowiek jest w stanie przeżyć najpiękniejsze chwile raz jeszcze, przenieść się w czasie i miejscu, rozpoznać człowieka, którego kocha. Bez pamięci bylibyśmy tylko sumą mechanicznych, pozbawionych głębi uczuciowej czynności i odruchów.”
„Wszystkie pory uczuć. Jesień” to opowieść o trudzie dnia codziennego. O poszukiwaniu siebie, o budowaniu relacji na stracie i o walce. Walce o lepsze życie, o swoich bliskich, o samą siebie. Hania to taka szara myszka, z którą może identyfikować się wiele kobiet. Na piedestale stawia dom i rodzinę, której zobowiązała się sprzątać, gotować i służyć. Nie zwracając uwagi na samą siebie, podporządkowuje się ułożonemu grafikowi. Każdy jej dzień wygląda niemal identycznie, do czasu aż zapragnie coś w nim przestawić, zmienić jego bieg, wyrwać się schematom. Zaczyna mieć własne zdanie, nabiera pewności siebie i postanawia zawalczyć o odbudowanie relacji we własnym małżeństwie. Jednocześnie walczy o córkę i o przyjaciółkę, nawiązuje nowe znajomości i stara się wyzbyć tego poczucia bycia gorszym od innych. Wychowana w domu dziecka, nigdy nie zaznawszy prawdziwej matczynej miłości, początkowo boi się swojego rodzicielstwa. Za wszelką cenę chce być dobrą matką, ale jej serce wciąż zatruwa strach przed każdym kolejnym krokiem czy decyzją. Ciągłe porównania męża do byłej, tragicznie zmarłej żony tylko podsycają jej niepewność. 

To co najbardziej podobało mi się w powieści – to takie powolne leczenie duszy. Ukazanie, że można stworzyć ciepły i kochający dom na bazie samych wyobrażeń i marzeń.

Książka toczy się własnym rytmem, brak jej dynamizmu, ale to właśnie dlatego jest idealna na jesienne słoty. Akcja toczy się płynnie, ale spokojnie, bez większego szału. Treść zawiera wiele mądrych, życiowych rad, które każdy czytelnik może wcielić we własne życie. Magdalena Majcher porusza wiele ważnych i współczesnych problemów, między innymi zachwiane poczucie własnej wartości, hejt, trudne rodzicielstwo czy bycie tzw. kurą domową. Mówi tutaj również o miłości, ale nie takiej wyidealizowanej, okraszonej słodkimi, romantycznymi uniesieniami, ale codziennej, smutnej, niekiedy rozczarowującej. 

Pióro autorki zachwyca z każdą kolejną powieścią, bowiem ma ona talent do budowania sympatycznych, budzących współczucie bohaterów, z którymi możemy się utożsamiać na wiele sposobów. Zawsze są oni tacy ludzcy, myślący i wrażliwi. W dodatku nękani przez osobiste rozterki. Magdalena zawsze stara się pokazać ich drogę ku lepszemu, ku poprawie sytuacji. Sili się na ich analizy psychologiczne. 

Niestety bywały momenty, kiedy Hania, główna bohaterka, irytowała mnie swoją nieśmiałością i mizernością, co niekiedy podchodziła pod nijakość. Wiem, że zamysłem było stworzenie postaci tragicznej, biernej i niepewnej, ale zdarzały się sytuacje, kiedy było to przerysowane, przesadzone. Również dialogi zdarzały się świecić swoją sztucznością, ale takie odczucia miałam bardzo rzadko, ponieważ uparcie wierzę, że osoby starsze mają w sobie takie doświadczenie, pozwalające im na dawanie rozsądnych, twórczych rad. Kiedy Pani Renata mówiła, ja „słuchałam" z podziwem i pełnym skupieniem. Dałabym wiele, by móc posłuchać jej kojącego, ciepłego głosu w rzeczywistości, by mieć obok siebie tak cudowną i pozytywną osobę. 


Powieść jest dobra, choć „Stan nie! błogosławiony” podobał mi się bardziej. Lubię, gdy bohaterki są silne i wiedzą o co chcą walczyć. Mimo to polecam najnowszą książkę Magdy, bo jest naturalna, realistyczna, a przede wszystkim niosąca nadzieję. 


Za egzemplarz serdecznie dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Pascal

Udostępnij ten post

4 komentarze :

  1. To widzę, że nie tylko ja zaczęłam nieco przychylniej patrzeć na znienawidzoną przez siebie porę roku. Owa historia jest bardzo interesująca - nie mogę doczekać się kolejnych książek z tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię tę autorkę za kreatywność i naturalność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa kolejnych tomów :)
    Pozdrawiam serdecznie ♥♥
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam pióra autorki, ale chciałabym to zmienić. ;)

    OdpowiedzUsuń

Z książką do łóżka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka